#FallenHeroesPL — hasztag na twitterze
W ciągu tych kilku lat ich kariery, zmienili się. Ich anatomia walki przybrała całkiem inny tor i zmierzała ku katastrofie, która miała swój punkt kulminacyjny właśnie podczas nocnej walk z Władcą Ciem. To ich brutalne zagrania wobec bestialskich posunięć antagonisty, spowodowały zniszczenie wielu budynków, spustoszenie na ulicach, gdzie wiele samochodów stanęło w płomieniach. Zdewastowany asfalt i późna godzina uczyniły obraz miasta jeszcze bardziej tragicznym. Ciemność, odór dymu oraz odgłosy walk.
Tak właśnie wyglądał Paryż nocą z dwunastego na trzynastego maja. Te kilka godzin na pewno mocno zapadną mieszkańcom w pamięci na długo. Marinette rzucała ironicznymi żartami, że będą w źródłach historycznych za swoje zasługi. No i proszę, będą. Po dziesięciu latach bronienia miasta zakochanych, przyczynili się do jego upadku. Sprawili, że ludzie bali się o siebie samych i swoich bliskich, nie wiedząc kiedy może nastąpić atak akumy, a potem zacięta walka, która mogła mieć fatalne skutki.
Wszystkie najgorsze sny Paryżan się wtedy spełniły ale poczuli na sam koniec ulgę. Przyczyny ich problemów i koszmarów zostały aresztowane. Biedronka oraz Czarny Kot nareszcie zostaną osądzeni za swoje czyny. Ale co ze zniszczonym miastem? Nie ma nikogo innego kto z pomocą swoich mocy odbuduje miasto w przeciągu kilku chwil. Biedronka przecież została bezsilna bez swoich kolczyków wobec krzywdy miasta, które jak się okazało, potrzebowało jej. A nawet nie o ile jej samej, a mocy tworzenia, której pilnie strzegła Tikki.
Marinette odczuła brak kolczyków już od momentu zdjęcia ich przez służby. Doznawała wrażenia pustki i pewnego typu nagości. Nie zdejmowała tej biżuterii od wielu lat na dłużej niż była taka potrzeba. Specjalnie dorobiła sobie nowe dziurki w płatku ucha, aby móc nosić też inne kolczyki, a te mogły nadal być elementem jej wizerunku. Drobne czarne kuleczki, niepozorne a posiadające tyle mocy w sobie. Metyska doceniała je od samego początku posiadania ich, ale siła uznania do nich rosła wraz z dorastaniem Marinette.
Sytuacja Adriena była podobna, ale w tym przypadku szybciej zaczął zauważać jakim przekleństwem też jest ta biżuteria. Nieosobliwy pierścień może i pozwolił mu opuścić klatkę w drobnym stopniu, ale przysporzył mu też wiele problemów. Czasami pod maską czuł się gorzej niż w cywilnej formie. Jako Adrien odnosił wrażenie, że jest wolniejszy niżeli jako Czarny Kot. Jego cywilna forma sprawiała mu po tylu latach dużo mniej problemów w porównaniu do bohaterskiej formy. Czasami czuł się całkowicie jedną osobą ze swoim alter ego, ale po kilku godzinach grania beztroskiego i flirciarskiego Kota, odkrywał, że to wszystko to jedna wielka sztuka teatralna, w której jest centrum. Jedyne co mu brakowało to scenariusza. Ileż by wtedy uniknął błędów, gdyby miał kogoś kto poprowadzi go za rękę przez życie.
Jednak przez długi czas nie miał na kim polegać. Ojciec, jak się okazało, był Władcą Ciem, a Nathalie z nim współpracowała. Jedyne osoby, które powinny w jakiś sposób o niego dbać, zawiodły stając się tymi, którzy zniszczyli Adriena. Osoby, których zadaniem było być blisko Adriena. Zwłaszcza Gabriel. Ten słynny Gabriel, legenda świata mody, a teraz także świata kryminalnego. Z jednej sławy do drugiej. Z magazynów modowych do programów telewizyjnych z wiadomościami.
Sam Adrien do niego dołączył wraz z publicznym oraz przymusowym zdjęciem pierścienia. Jego dobrze ukrywana tożsamość przestała być tajemnicą na oczach tysięcy Paryżan, którzy znajdowali się przed ruiną rezydencji i tych przed telewizorami. Chyba nie zniszczyli całego Paryża, prawda?
✧
Pierwsza z transu otrząsnęła się Marinette, która zaparła się w miejscu i ani śniła ruszać dalej. Wiedziała, że prędzej czy później będą musieli się znaleźć w środku ale na tym etapie, kiedy już ochłonęła po walce z Władcą Ciem, nie zamierzała znaleźć się w środku z własnej woli. Kilka godzin wcześniej popełniła duży błąd, poddając się bez żadnej walki. Czasu nie cofnie, ale ma okazję jeszcze pokazać swój charakter. Nie miała zamiaru myśleć o konsekwencjach swoich czynów. W końcu właśnie to robiła w ciągu ostatnich kilku lat. Parła do przodu, tłumiąc jakiekolwiek uczucia. Zamykała się na wrażliwość, która była kiedyś jej największą częścią charakteru, a teraz była znikoma. Jednak wiedziała, że w sytuacji jakiej się znajdowała, nie było innego wyjścia. Po załamaniu, które przeszła siedem lat temu, postawiła przed sobą zadanie, aby nie dać emocjom przejąć kontrolę nad sobą.
Tamtej nocy złożyła obietnicę przed sobą i księżycem, który stał się powiernikiem wszystkich jej sekretów. Widział prawdziwą Marinette, zagubioną kobietę wśród ciemnej nocy, która znajdowała się nie tylko na zewnątrz, ale także w jej umyśle oraz duszy. Z każdym tygodniem, kiedy odcinała się od emocji, czuła się pusta. Odnosiła wrażenie, że jest marionetką w tej chorej grze z Władcą Ciem.
Czuła, że prawdziwa Marinette staje się zwykłym wspomnieniem.
Tak samo jak paryscy bohaterowie stali się widmem. Teraz byli tylko pogardzanymi herosami, którzy stopniowo upadali, niszcząc przy tym to, co stanęło im na drodze.
Jednakże ich zniszczenie nie przekroczyło nigdy granic Paryża. Na skraju miasta kończyła się ich władza.
Dlatego pod Interpolem jedynie wywołali zamieszanie swoim pojawieniem się oraz stawianiem oporu. Kajdanki, które mieli na nadgarstkach i kostkach tylko odrobinę ograniczały ich swobodę ruchu, którą nadrabiali siłą. Dlatego zmuszenie Marinette do wejścia do budynku wymagało czterech osób, które musiały unieść ją nad asfalt. Natomiast przy opanowywaniu Adriena musiało wziąć udział aż pięć osób. Oboje chcieli opóźnić moment wejścia, jakby to cokolwiek zmieniło.
Podczas tego drobnego starcia nie czuli bólu z ran, które powstały podczas walki, którą stoczyli kilka godzin temu. Nawet jeśli ta szarpanina z kajdanami je jeszcze pogłębiła, to adrenalina i agresja zatuszowały to.
Pracownicy organizacji znajdujący się w środku budynku, zostali powiadomieni o transporcie specjalnym z Paryża niecałe dwie godziny temu, a wizerunek dwójki młodych dorosłych ich zaskoczył. Mimo wszystko zachowywali spokój na twarzy, a po chwili wracali do wykonywania wcześniej przydzielonych im zadań.
Nawet pracownik recepcji wznowił przeglądanie dokumentów, wiedząc że papiery związanie z przybyciem dwójki Paryżan miał już załatwione i znajdowały się one w odpowiednich rękach. Przypadek paryskich herosów był już mu znany, więc nie czuł wielkiego zainteresowania wobec zamieszania jakie spowodowali.
Jedynymi dźwiękami w przestronny holu Interpolu były ciche odgłosy rozmów, odgłosy twardych powierzchni butów zderzających się z płytkami oraz głośne oddechy dwójki Paryżan, którzy nadal byli trzymani przez służby bezpieczeństwa. Mogłoby się zdawać, że się wreszcie uspokoili, ale było to tylko pozorne.
Odgłos upadających kajdan na ziemię zakłócił harmonię tego miejsca. Odbijający się od podłogi metal, stopniowo przestał powodować jakiekolwiek dźwięki, ale kilku pracowników celowało w stronę Adriena ze swoich glocków. Nawet Marinette zatrzymała w płucach powietrze, bojąc się do czego ten ruch ze strony jej partnera, może doprowadzić. Przecież ktoś mógłby wystrzelić jedną kulkę w kierunku Agreste'a, aby go unieruchomić. Wtedy martwiłaby się o swoją reakcję, a w najgorszym wypadku furii mężczyzny, który nie miał łagodnego kociego charakteru. Mimo wszystko oczy wszystkich obecnych były skierowane na postać za Marinette, skąd doszło ją kilka drobnych dźwięków szarpaniny.
Jednakże nic takiego się nie wydarzyło. Nie rozległ się dźwięk wystrzału, ani żaden inny. Metyska odwróciła powoli głowę, nie wiedząc co może zobaczyć. W uszach jej szumiało od uczucia strachu o swojego wieloletniego przyjaciela.
Miała ograniczony widok, ponieważ trójka policjantów, która trzymała jej ramiona, nie byli zbytnio pomocni, gdy chciała cokolwiek zobaczyć ze sceny odgrywającej się za nią. Do jej uszu doszło krótkie kurwa, z usta Adriena, który został przyciśnięty do jasnej podłogi.
Kontrast, który powstał, dzięki obliczu blondyna, pozwolił zauważyć Marinette coś, co wcześniej zignorowała. Brudna twarz od krwi i pyłu oraz tłuste włosy, były pierwszym co zdołała dojrzeć. Wiedziała, że do najczystszych w tym momencie nie należeli, ale nie myślała, że jest z nimi aż tak źle.
Widziała grymas bólu na jego twarzy i nie dziwiła mu się. Ramiona miał boleśnie przyszpilone do własnych pleców przez policjanta, który dla wzmocnienia uścisku po prostu usiadł na jego tyle. Kobieta, która była z jedną niewielu trzymających broń, przyciskała swoją stopą głowę blondyna do twardego i chłodnego podłoża, celując przy tym w jego kark, który był odsłonięty.
Niecałe dwa metry przed nim leżały roztrzaskane kajdanki. W niektórych miejscach poczerniały od mocy Adriena. Marinette zmarszczyła brwi zdziwiona. Nie spodziewała się, żeby Agreste wykorzystywał drobne pokłady z mocy pierścienia, które w nim pozostały.
Spojrzała ponownie na Adrian pytającym wzrokiem, jakby chłopak miał jakąkolwiek możliwość, aby odpowiedzieć. Wypuściła powietrze ustami i na moment pochyliła głowę do przodu. Jej mocą nie była destrukcja, ale tworzenie. Formowanie czegokolwiek z niczego. Jednak w ostatniej chwili puściła łańcuszek kajdan, otwierając oczy. Nie chciała wykorzystywać mocy, mogła się ona przydać później. Mogła natomiast użyć siły, jednak bała się, że nie ma jej wystarczająco po długiej walce.
Policjanci wreszcie zdecydowali podnieść Adriena, który cicho jęknął, gdy dwie osoby podniosły go gwałtownie z podłogi. Jego ramiona nadal były niekomfortowo z tyłu, a ktoś już się szykował do założenia mu kolejnych kajdan. Blondyn zauważając to, prychnął.
— To cholerstwo jest piekielnie niewygodne — powiedział z delikatną chrypą, spowodowaną długim milczeniem. — Rozwaliłem te, więc rozwalę każde następne. — Wzruszył delikatnie ramionami, bo tylko na tyle pozwalało mu unieruchomienie. — I tak mogłem zrobić to wcześniej. — Na jego twarzy pojawił się pogardliwy uśmiech, a Marinette pokręciła głową, gdy na nią spojrzał.
Marinette i Adrien byli na tyle skupieni na sobie, że jako jedyni nie zauważyli nowej osoby między policjantami, która im się przyglądała. Gdy kiwnęła głową, policjanci poluzowali uściski na Paryżanach. Agreste zarejestrował to, a potem wykorzystał, uwalniając się. Poruszył barkami, czując jak mu strzelają. Rozejrzał się uważnie po przestronnym holu, zawieszając potem wzrok na Marinette, która zdawała się być teraz dużo bliżej niż wcześniej. Ostrożnie postawił krok w jej kierunku, ale kiedy nikt go ponownie nie złapał, zrobił kolejny krok w jej stronę i zanim policjanci trzymający dziewczynę, zdążyli zareagować, jego paznokcie się wydłużyły, zmieniając kolor oraz kształt. Światło lampy odbiło się od metalu kajdanek Marinette, gdy łańcuch opadł, a ona mogła swobodnie opuścić dłonie. Metyska tym razem sama sobie poradziła, rozrywając bransolety, które swoje miejsce odnalazły obok resztek łańcucha. Poruszyła ostrożnie poranionymi nadgarstki, dokładnie czując każdą drobną rankę.
Gdy oboje podnieśli głowy, zrealizowali, że wszyscy celują do nich ze swoich broni. Adrien jedynie zmrużył oczy. Nie potrafił zrozumieć ostatnich ruchów służb, które dały im chwilową swobodę, aby teraz ponownie celować do nich z glocków. Blondyn przywrócił paznokcie do swojego poprzedniego stanu, a moment później wsunął dłonie do kieszeni bluzy i zacisnął je w pięści. Spojrzał na brunetkę, wiedząc że jeśli zostaną zaatakowani to bez zawahania oddadzą natarcie. Nie mogli pozwolić na nic takiego, żeby zostali potraktowani jak ludzie najgorszego sortu, którzy tak naprawdę nie zasługują na takie coś. Są tu aby ponieść konsekwencje prawne i zamierzali się tego trzymać. Marinette była wręcz pewna, że myślą o tym samym, więc uniosła delikatnie kącik ust. Nadal masowała nadgarstki, nie odrywając od nich swojego wzroku.
— Przecież jesteśmy po tej samej stronie — powiedział spokojnym tonem Adrien i zerknął na kilku policjantów.
Mówił to, bo w to wierzył. Oboje w to wierzyli jak w nic innego. Wszystkie swoje wykroczenia tłumaczyli koniecznością, brakiem wyboru. Przecież tylko oni byli w stanie walczyć z wymyślnymi stworami Władcy Ciem. Tylko oni byli uhonorowani miraculami, jak oni mogli myśleć, że zdołają pokonać magię bez pomocy innej magii! Czasem polegali na tej jednej wymówce aż za bardzo, jednakże nie przestawali jej używać.
Wędrując wzrokiem po wszystkich policjantach zebranych wokół nich, Marinette zauważyła kobietę bez uniformu ze sporą teczką w dłoni i uśmiechem na twarzy, który powiększył się, gdy ich spojrzenia się spotkały. Nieznajoma nie miała zbyt oficjalnego ubioru. Zwykłe przylegające jeansy, niebieski sweterek oraz czarne botki. Codzienny strój, który ani trochę się nie kojarzył z organami ścigania. Brązowe włosy z rozjaśnianymi pasemkami opadały na ramiona i plecy, a Marinette mogła śmiało stwierdzić, że sięgały do łopatek. Metyska już od samego początku wyczuwała od niej kłopoty, ale jej wizerunek, który dopełniał idealny makijaż. Perfekcyjna glina.
Zdawało się, że to spojrzenie trwało wieki, więc obca kobieta go zerwała, przyciskając dokumenty do piersi.
— Raczej byliście, Agreste, Dupain-Cheng — zabrała głos. — Teraz jesteście jednymi z wrogów państwa, którym trzeba wyjaśnić parę spraw — dodała wychodząc przed szereg.