poniedziałek, 13 stycznia 2020

ROZDZIAŁ 2. MITYCZNI HEROSI


#FallenHeroesPL — hasztag na twitterze

     Adrien czuł, jakby wszystko oglądał w zwolnionym tempie. To zdawało się być dla niego oderwane od rzeczywistości bardziej, niż mógłby się spodziewać. O ile świat zewnętrzny zdawał się zatrzymywać, to jego myśli gnały jak szalone i niszczyły lepiej niż Kotaklizm. Zagryzł ze zdenerwowania kącik ust, nie zważając na ból, który mu to przysporzyło. Ostro zakończony kieł wcale nie łagodził sprawy i chwilę później Adrien oblizywał wargi z drobinek krwi.
     Podniósł wzrok ze swoich czarnych butów i spojrzał na Marinette po drugiej stronie furgonetki. Kobieta na pierwszy rzut oka wyglądała na całkowicie wyluzowaną, ale po krótkiej chwili można było zauważyć jej napięte mięśnie i sztywną posturę ciała. Młody Agreste nie był w stanie spojrzeć jej w oczy.
     Miał tendencję wracać wspomnieniami do dnia, kiedy po raz pierwszy sprzeciwił się ojcu i uciekł z posiadłości. Wtedy wszystko się zaczęło, tym sposobem poznał Wenga Fu przed budynkiem szkoły. Czasem zastanawiał się, czy ktoś inny by został posiadaczem sygnetu, gdyby nie wyszedł z domu bez wiedzy kogokolwiek. Czy moc destrukcji była mu po prostu przeznaczona? Odkąd walki z Władcą Ciem stały się bardziej zaciekłe, miał zwyczaj analizowania tamtego dnia, jak tylko się dało.
     Kiedyś myślał, że z tamtym dniem oboje otrzymali cudowne podarunki, które uczyniły ich życie szczęśliwszym i lepszym. Jednak prawda była dużo brutalniejsza. Sam może nadal by żył w swojej bańce, gdzie bronił poprzedniego Strażnika Magicznej Biżuterii, gdyby nie Marinette, która wyciągnęła go na krwawą rzeczywistość.
     Wtedy był dumny, że ktoś mu na tyle zaufał, aby dzierżył tak ogromną moc. Moc destrukcji, której strzegł Plagg. To uczucie, które przez prawie trzy lata swoich nastoletnich czasów nazywał honorem, [tu raczej przecinek, bo to te zdania złożone sratata] zniknęło, a on poczuł się jak oblany lodowatą wodą i wyciągnięty na mroźną rzeczywistość. Zawód, ból psychiczny i fizyczny, frustracja to jedne z wielu negatywnych uczuć, które odczuwał podczas okresu, gdy z Marinette przekonał się, czym tak naprawdę jest ochrona potężnych miraculi.
     Nagle z radosnych dzieciaków, którzy byli szczęśliwi z ratowania Paryża przed niebezpieczeństwem, stali się dziećmi z ogromnym brzemieniem i skazą na duszy, której nie mogli się pozbyć. Ich dobrych chwil było coraz mniej, a były one zastąpione ponurymi tygodniami. Nie potrafili znaleźć światła, aby rozjaśnić swoje dusze, które tonęły w gęstym mroku. Zdawało się, że nie ma dla nich już ratunku. Sami go dla siebie nie widzieli.
     Ich walki nie ograniczały się tylko do łapania akum i uwalniania ludzi spod panowania Władcy Ciem. Starali się w miarę możliwości pomagać przy zwykłych ludzkich wykroczeniach prawa. Jednak skupiali się głównie na większych sprawach. Włamanie do banku? Próba kradzieży obrazu z Luwru? Strzelanina na Polach Elizejskich? Zawsze gotowi pomóc. O ile jeszcze jako dzieci nie mieszali się w takie sprawy ze zwykłego strachu, tak w pewnym momencie się przełamali. Mogli przecież tak wiele zdziałać, będąc obdarowanym tym cudownym darem! Magiczna biżuteria dająca tajemnicze moce to było coś, co czyniło ich wyjątkowymi na tle paryskiego społeczeństwa.
     A Paryż? Co z Paryżem, który ich podziwiał i widział, pokładał całą nadzieję na zwalczanie zła w mieście? Paryż się odwrócił, zauważając ogromne wady posiadania herosów w swoim mieście. Po co komu bohaterowie, którzy wyrządzają więcej krzywdy, niż są w stanie naprawić. To jak wyniszczanie się od środka. Pomogli antyterrorystom przy złapaniu sprawców strzelaniny i całego zamieszania, ale co jeśli, aby ochronić siebie, byli zmuszeni poświęcić zwykłego cywila? Oczywiście potem Biedronka sprawiała, że wszystko wracało do normy. A przynajmniej pozornej normy. Cudowne odnowienie było zwykłym łgarstwem, które było argumentem obronnym bohaterów. „Nie mamy wpływu na nasze moce!" Ale co mieli powiedzieć ludzie, którzy zdobyli nieodwracalne rany? Co z bliznami, na które muszą patrzeć każdego dnia i przypominać sobie ten jeden dzień, kiedy ucierpieli podczas ataku? Oni chcieli zapomnieć, lecz nawet Niezwykła Biedronka nie była w stanie naprawić skaz ich ciał i umysłów.
     Z ulubieńców stali się wrogami mieszkańców. Kiedyś każda stacja telewizyjna, radiowa, blogi chciały wywiad z bohaterami, teraz natomiast dziennikarze byli zmęczeni każdą wzmianką o Biedronce i Czarnym Kocie. Mieli ich dość. Po co komu bohater, który tak naprawdę tylko dokłada problemów?
     W końcu pięć lat temu nastąpił podział ludzi. W dwa tysiące dwudziestym Paryżanie głośno się wypowiedzieli o swoich poglądach na temat dwójki symbolicznych bohaterów miasta. Szczerze mówiąc sytuacja adorowania Kota i Biedronki nigdy nie była do końca jasna. Teraz było wiadomo, że większość chciała odejścia herosów. Ludzie, którzy chcieli normalnego życia w spokojnym mieście.
     Z dumnych symboli Paryża stali się wygnańcami. Przynajmniej ich bohaterskie ega, bo ich cywilnych form nie znano. Magia biżuterii i kostiumów dawała im ogromną ochronę przed zdemaskowaniem, dopóki sami tego nie chcieli. Dlatego na listach gończych, które były za nimi wysyłane, widniały twarze z kolorowymi maskami, co utrudniało odnalezienie ich. Mało kto nazywał ich bohaterami.
     Ważnym momentem w ich bohaterskim życiu była chwila, gdy oficjalnie złożyli oświadczenia o rezygnacji. Dobrze wiedzieli, jakie to niesie skutki. Oni zrezygnowali z mocy na rzecz spokoju, którego pragnęli mieszkańcy. Wtedy też Marinette była Strażniczką, więc zatrzymała kolczyki dla siebie. Na pewien czas miała też pierścień Adriena, który po kilku dniach i tak wrócił do swojego poprzedniego właściciela. I na tym się skończyło. Od tamtego czasu nie było więcej nowych opiekunów miraculi. Plagg i Tikki byli jedynymi kwamis, które pozostawały cały czas aktywne. Reszta biżuterii spoczywała w pudełku Strażniczki. To była ta nieoficjalna część rezygnacji. Nie pojawiali się już po przemianie, milczeli na swoich mediach. Zdawało się, że rozpłynęli się w powietrzu.
     O ile Adrien chował się często w cieniu Marinette, by dać jej błyszczeć i zbierać sławę, na którą zasłużyła, to ona sama uzależniła się od tego. Przywykła, że mimo duetu w walce, była sama w jakichkolwiek innych publicznych sytuacjach. Lubiła zbierać laury za siebie i za Kota, który po pewnym czasie zaczął się martwić stanem swojej towarzyszki.
     Marinette także zaczęła się martwić o swoją psychikę. Z miesiąca na miesiąc traciła swoje poparcie w postaci fanów, coraz mniej osób składało jej gratulacje oraz podziękowania za zasługi dla miasta.
     Czasem próbowała ich usprawiedliwiać, spojrzeć na wszystko z perspektywy osoby trzeciej i zrozumieć, czemu stają się wrogami miasta. Na początku nie widziała niczego złego w swoich działaniach. Wierzyła, że do ratowania czasem trzeba się poświęcić. Ona poświęcała temu swoje prywatne życie. Czemu ludzie nie mogli chwilę pocierpieć, aby później wszystko wróciło do normy? W końcu o to chodziło w jej mocy, sprawiała, że wszystko stawało się takie jak wcześniej. Tworzyła. Naprawiała. Odnawiała.
     Ale mimo wszystko nie potrafiła wskrzesić miłości Paryżan do niej i Kota. Nie była w stanie pozbyć się blizn, które szpeciły ciała ofiar. Była w stanie odnowić tylko rzeczy materialne. Budynki wracały do stanu użytku sprzed ataku. W końcu ile razy już Stalowa Dama Paryża uległa zniszczeniu? Przecierpiała tyle kotaklizmów, że nikt nie potrafił tego zliczyć. W końcu do niej dotarło. Co komu dawało, że wizytówka Paryża znowu była na swoim miejscu, kiedy to pracownik obsługujący kasę przy niej, nie był w stanie już wrócić do pracy z powodu traumy. Przecież nie każdy musiał być na tyle silny, aby znosić to wszystko. W końcu każdy patrzy na takie blizny z odrazą. Co z tego, że Niezwykła Biedronka potrafiła cofnąć nawet straty śmiertelne. Przecież bohaterowie powinni starać się unikać ofiar za wszelką cenę, a nie lekceważyć ten fakt, aby potem usprawiedliwiać się prostymi słowami: i tak wszystko wróci do normy dzięki mojej mocy.
     W mieście mieli wielu swoich przeciwników, ale nadal znajdowały się grupki, które pokładały w dwójce młodych ogromne nadzieje i do samego końca wierzyły w dobro bohaterów.
     Co musieli, więc poczuć, gdy ich idole poddali się? Zostawili ich w rękach bezsilnej wobec sił nadprzyrodzonych policji. Zawód, jaki odczuli podczas publicznego przemówienia Biedronki, która mówiła w imieniu swoim i Kota, był idealny na kolejny atak akumy, ale to nie nastąpiło. Sam właściciel broszki ćmy był w wielkim szoku i ogromnej złości. Nie był w stanie siać spustoszenia za pomocą kogo innego, kiedy spustoszenie to się działo w jego gabinecie po obejrzeniu transmisji.
     Jednak Władca Ciem nie miał takich samych planów jak dwójka bohaterów. Jego frustracja miała później ujście w drobnych atakach akum. W końcu, po co wielkie, misterne plany, kiedy nie ma komu odebrać ogromnych mocy niszczenia i tworzenia dla własnych celów. Skoro w ciągu ostatnich czterech lat nie zdołał poznać tożsamości swoich wrogów podczas walk, tym bardziej nie mógł tego zmienić, gdy odeszli na emeryturę.
     Równie szybko wrócili jednak do akcji, gdy okazało się, że policja nie jest w stanie zwalczyć wysłannika Władcy Ciem, który miał na celu ich przyciągnąć. O ile Adrien czuł ogromne poczucie winy po publicznym szkalowaniu, tak Marinette na to wszystko prychała.
     Wiedziała, że będą musieli wrócić. Wiedziała, że jako Biedronka i Kot mają pewną władzę... i lubiła to. Adrienowi zdarzało się patrzeć na nią jak na szaleńca, ale wiedział, że miesiące później sam nie był lepszy. Jego demony dopadły go po jakimś czasie. Kiedy myślał, że po tylu latach zła, wszystko znowu będzie dobrze, to był w najzwyklejszym błędzie. Ogromne plany Władcy Ciem nie znosiły opóźnień, ani też nie dostosowywały się do grafiku Biedronki i Kota. Jednak ostateczna walka była ważna dla obydwóch stron. Poznali swoje tożsamości, cele oraz, co najważniejsze, przekonali się, kto jest zwycięzcą. Przynajmniej do czasu, bo przecież niewiele później sami zostali pojmani. Sami stracili panowanie tak jak Gabriel Agreste godzinę wcześniej.
     Na tyle stracili kontrolę nad wszystkim, że pozwolili, aby tożsamość Kota wyszła na jaw. Adrien czuł wtedy wiele emocji, od zawodu, po frustrację, aż po spokój. Błogość przyszła z faktem, że teraz Marinette nie będzie musiała znosić tego brzemienia sama. Na własnej skórze odczuł reakcje ludzi, którzy nie znali jego cywilnej formy od samego początku, a poznali ją na końcu. Przez całą swoją służbę miastu był na tyle anonimowy, jak tylko się dało, mimo wścibskich dziennikarzy, blogerów czy po prostu fanów.
     Zacisnął pięści i zerknął na policjanta po swojej lewej, pierwszy raz od wejścia do furgonetki. Miał na sobie granatowy uniform policyjny, kamizelkę kuloodporną broń w dłoni. Adrien nie przyglądał się dokładniej, ponieważ już jeden szczegół zwrócił jego uwagę.
     Naszywka na ramieniu zdecydowanie nie stanowiła o przynależności do francuskiej policji. W głowie młodego mężczyzny zaświeciła się lampka. Gdzie indziej przecież mogliby ich wieźć?
     Przecież nie było w Europie nikogo, kto zajmował się sytuacjami i osobami nadprzyrodzonymi.
     Odpowiedź na pytanie przyszła jednak niewiele później, gdy pojazd w końcu się zatrzymał. Marinette i Adrien spojrzeli na siebie ze strachem. Drzwi furgonetki się otworzyły, a młodzi zostali wyprowadzeni na zewnątrz. Jasne światło słoneczne od razu ich zaatakowało, przez co zmuszeni byli zmrużyć oczy. Pierwszą rzeczą, na którą zwrócili uwagę, był ogromny wieżowiec ze złotym napisem tuż nad wejściem.
     Interpol.