#FallenHeroesPL — hasztag na twitterze
Wszystko potoczyło się zbyt szybko. Żadne z nich nie zdążyło, a może nawet nie chciało, zareagować na rozkaz prezydenta miasta, który niewzruszony patrzył na porażkę bohaterów. Dokładnie obserwował jak dwójka młodych ludzi znajduje się coraz bliżej dna, wręcz go dotykając. Jego niebieskie oczy ukazywały pogardę do dwójki dorosłych, kiedy byli zapinani w kajdany na nadgarstkach i kostkach. Z każdym szczęknięciem zamków na twarzy Biedronki oraz Kota pojawiał się grymas, natomiast Mer zaczynał się uśmiechać. Bohaterom na widok jego wykrzywionych ku górze warg przychodził na myśl tylko socjopata. Zwłaszcza, że przed sobą miał pobudzony tłum, który zdawał się niemal emanować wściekłością skierowaną w byłych obrońców Paryża.
De Gaulle miał zdecydowanie surowszy styl życia i panowania niż Bourgeois, jego poprzednik. Andre, uległy zachciankom swojej córki i żony, zaniedbywał wiele obowiązków, natomiast obecny prezydent podchodził do życia zupełnie inaczej. Wszystko kręciło się głównie wokół polityki, rodzina i miłość zdawały się być jedynie zbędnym ciężarem. Wyznawał zasadę, że prawdziwą drogą do sukcesu jest skupienie się na swoim celu, aby nie pozwolić się rozpraszać. I jak widać taka praktyka pozwoliła mu dotrzeć na szczyt, aby objąć władzę. Teraz to on siał respekt wśród mieszkańców, nie chcąc być jak Andre, któremu zrujnował opinię jeszcze przed wyborami. Każdy mówił, że karma wraca i tak się stało, bo prezydent Bourgeois został pokonany własną bronią, która nie zawodziła go przez poprzednie pięć kadencji panowania.
Bohaterowie najbardziej nie znosili w De Gaulle faktu, że pałał wręcz niewyobrażalną nienawiścią w stronę Biedronki i Czarnego Kota. Czasem nawet dopadała ich myśl, że to właśnie dzięki współpracy z Władcą Ciem dostał swój stołek. Jednak teorię obalili wraz z wywiadem Mera, który wyśmiewał praktyki posiadacza Miraculum Ćmy, ale nie oszczędzał sobie epitetów przy Biedronce i Czarnym Kocie, którymi gardził równie mocno. Jedyne co go do tej pory powstrzymywało od aresztowania bohaterów to mieszkańcy, którzy wierzyli w nich bez względu na wszystko, nie chcąc nawet słyszeć, aby to policja zajmowała się wojną. On sam przewracał na to wszystko oczami, udając, że zdanie Paryżan jest dla niego najważniejsze, co było oczywiście zwykłą obłudą. To mu pomagało stworzyć naprawdę dobry wizerunek przywódcy godnego zaufania. Przecież musiał być taki dobry skoro brał pod uwagę słowo mieszkańców miasta, nad którym miał władzę.
— Biżuteria. — Pojedyncze rozkazy opuszczały usta prezydenta, który nie odrywał pogardliwego wzroku od młodych.
Biedronka obejrzała się z przerażeniem na swojego partnera, który zastygł w bezruchu wypuszczając broszkę, by chronić swój pierścień. Nie przejmowała się sobą, ponieważ jej tożsamość przestała być tajemnicą już jakiś czas temu. Zdecydowanie bardziej martwiła się o Kota, który był znany wszystkim tylko pod pseudonimem i z maską na twarzy. Jego kocie źrenice zwężyły się w niemej prośbie o pomoc ze strony Biedronki. Niestety oboje wiedzieli, że była to sytuacja bez wyjścia. De Gaulle miał w garści zwycięski ruch, a oni byli jedynymi pionkami na planszy, którym zabrakło manewrów. Ucieczka nie wchodziła w grę. Wywołałaby ona jeszcze większe zamieszanie, a w dodatku oni nigdy nie zamierzali walczyć ze służbami. Nie byli idealni ale walka z policją to jak walka z samymi sobą, czyli natarcie bez sensu, ponieważ skończyłoby się katastrofą. Zawsze ich planem było się poddać.
Ale konceptem na pewno nie było ujawnienie pilnie strzeżonych tożsamości. Kontratak na tych ludziach też nie wchodził w grę, bo kto wiedział co mogli im przez przypadek zrobić. Nie byli to ludzie pod wpływem mocy nadprzyrodzonych, lecz zwykli obywatele władający bronią palną i broniący reszty społeczeństwa, niekiedy nawet lepiej od nich. Nie mogli zaatakować funkcjonariuszy z powodu własnych zasad moralnych — choć i te już dawno zostały zburzone przez nich samych, niczym domek z kart. Nie po to wylewali siódme poty, aby chociaż Kot pozostał bezpieczny w swojej cywilnej postaci. Zawiedli siebie nawzajem raz i nie zamierzali powtórzyć tego błędu po raz drugi.
Nie odrywała od niego wzroku, nawet jeśli on patrzył na to jak zdejmowali jej kolczyki i wkładali do metalowego pudełka z magnetycznym zamkiem. Czuła jak ciężki oraz zimny metal dotyka jej nagiej i poranionej skóry na kostkach i nadgarstkach. Uczucie to nasiliło się po zniknięciu lateksowej warstwy, która wiele dobra czyniła dla ciała Biedronki. Cywilne ubrania były w idealnym stanie, tak jak zawsze zresztą. Zgarbiła się delikatnie, czując nagły przypływ zmęczenia. Ciągle zapominała, że to dzięki Tikki odczuwała mniej bólu fizycznego. W takich momentach doceniała magiczną biżuterię jeszcze bardziej niż wcześniej chociaż zdawało się, że nie potrafi. Wypuściła nadmiar powietrza z płuc i pozwoliła, aby jej powieki opadły ze zmęczenia.
Czarny Kot zacisnął szczękę, odwracając wzrok od niebieskich oczu Marinette, które, w przeciwieństwie do De Gaulle'a, były ciepłe i emanowały troską. Uwielbiali swoje oczy nie bez powodu, uspokajały ich nawzajem tak samo jak obustronne wsparcie oraz zwykła obecność. Emocje czające się w ich spojrzeniach nie pozwalały im zapomnieć o człowieczeństwie, które czasem gubiło się w głębokich mrokach ich dusz oraz umysłów. Musieli być dla siebie niczym kotwice, które oddzielały ich od swoich zwierzęcych stron, mimo że przerażała ich w ogóle perspektywa bycia tym złym. Chociaż po tylu latach walk zdawałoby się, że nie wiedzieli sami czym tak naprawdę jest dobro i zło. Granica między czymś tak skrajnym zatarła się, skutkując wieloma sytuacjami, których miasto nie zdołało do tej pory pojąć.
Zacisnął prawą dłoń w pięść, a z jego gardła wypłynęło wcale nie przyjazne mruknięcie, na które najbliższy policjant się odsunął. Niestety tylko na chwilę.
— Nie bawcie się, tylko zabierzcie ten głupi pierścień. — Marinette spojrzała na prezydenta z wściekłością.
— Żadnej ochrony wizerunku ani nic? — spytała, próbując unieść dłonie do góry, aż kajdanki zabrzęczały nieprzyjemnie.
— Nie obchodzi mnie to — odpowiedział szorstko.
Młody mężczyzna patrząc w oczy prezydentowi, poddał się tłumacząc samemu sobie, że jego tożsamość wyszłaby na jaw prędzej czy później. Rozluźnił uścisk palców i dał łatwy dostęp do swojego pierścienia. Marinette w tamtym momencie z westchnieniem opuściła głowę pozwalając, aby drobne kosmyki włosów, które wyszły z warkocza, posklejały się z jeszcze świeżą krwią na jej twarzy. Odkąd została posiadaczką magicznej biżuterii, nie pamiętała dnia, kiedy nie zastanawiała się co by było, gdyby ktoś poznał jej tożsamość. Potem nadszedł moment zdjęcia masek samych obrońców przed sobą. O ile tamten moment wspominała jako najszczęśliwszy w życiu, to wraz z wypłynięciem jej tożsamości na światło dzienne w internecie i przed całym Paryżem znienawidziła tego dnia bardziej niż jakiegokolwiek innego. Była jednak wdzięczna, że spotkało to ją, a nie jej partnera. Był dla niej kimś zbyt ważnym, by pozwoliła zniszczyć mu życie. Ona była nikim jako cywil. Zwykła dziewczyna, niczym się nie wyróżniająca, ze sławnymi przyjaciółmi. Nic wartego uwagi w przeciwieństwie do właściciela sygnetu.
Ten sam policjant, który odebrał jej kolczyki, szybkim ruchem zdjął pierścień i odłożył go do drugiego metalowego pudełka. Oba pojemniki z Miraculami zostały przeniesione do ogromnej kasety, gdzie prawdopodobnie znajdowało się też Miraculum Ćmy odebrane im wcześniej. Wszystko wydawało się być unowocześnione do granic możliwości i nie wydawało się być własnością paryskiej policji, lecz kogoś na wyższym szczeblu hierarchii.
Gdy spojrzenia Marinette i Adriena się spotykały, mer Paryża westchnął ze zdziwienia, tak samo jak policjanci.
— Sam syn naszego kochanego Gabriela Agreste'a — powiedział, patrząc w stronę odjeżdżającej karetki. — Kto by się spodziewał jaka ta wasza rodzinka jest popieprzona — rzucił i zaczął się kierować do swojej limuzyny, gdy bohaterowie byli siłą wciągani do policyjnej furgonetki. — Rodzina idiotów.
Wśród tłumu po raz kolejny zapanowało poruszenie, gdy policjanci zaczęli się przerzedzać, dając im dobry widok na bohaterów. O ile tożsamością Biedronki już nie byli zaskoczeni, tak Adrien okazał się wielką sensacją. Każdy możliwy obiektyw kierowany był na twarz modela, który nie pokazywał żadnych innych emocji oprócz wściekłości. Marinette była pewna, że słyszała też piski na co prychnęła. Jakby tylko imię i nazwisko wystarczyło, aby znowu kogoś pokochać. Co z sytuacjami, gdy traktowali Kota jak powietrze? Nie miały w ogóle miejsca?
Błysk fleszy oślepił ich i zmusił do przymrużenia oczu, kiedy wchodzili do sporych rozmiarów furgonetki. Za swoimi plecami słyszeli mnóstwo krzyków. Pytania leciały jak pociski, atakując umysły młodych ludzi, którzy zakończyli ważny rozdział, uwalniając siebie oraz innych spod ogromnego brzemienia, które wisiało nad wszystkimi od kilku lat, ale także zawiedli, popełniając wiele błędów, których nie byli w stanie naprawić. Dziennikarze skandowali ich cywilne imiona i pytali o wiele rzeczy, jednak ani Adrien, ani Marinette nie zamierzali zadawać sobie trudu z odpowiedzią. Pewnie nikt by ich nawet nie usłyszał w tym gwarze oraz chaosie z eskortą gliniarzy naokoło. Traktowali ich jak największych przestępców, a policjanci nie zwracali uwagi na jakąkolwiek delikatność wobec młodych, gdy zatrzaskiwali łańcuchy kajdan do siedzisk w aucie. DO czego to doszło, żeby bohater siedział zakuty w kajdany w drodze na swoje skazanie.
Marinette syknęła, gdy policjantka zacisnęła kajdanki wokół jej kostek jeszcze mocniej, przez co rany pogłębiły się. Adrien spojrzał na nią z troską z drugiego końca furgonetki, gdzie był otoczony dwójką mężczyzn w kamizelkach kuloodpornych i z bronią w pełnej gotowości. Wraz z trzaśnięciem drzwi ucichły hałasy z zewnątrz, przez co dwójka młodych odetchnęła z ulgą.
Marinette zaciskając popękane i suche wargi, zerknęła w stronę Adriena, który natarczywie masował serdeczny palec, na którym nosił pierścień. Furgonetka ruszyła już kilka minut temu, a oni nawet nie mieli pewności, gdzie byli kierowani. Jednak Marinette nie zaprzątała sobie tym głowy, patrząc na dłonie Adriena. Widoczne żyły na jego rękach pulsowały, palce podrygiwały w niebezpiecznym rytmie, a kobieta wiedziała, co zaraz może się stać, dlatego pochyliła głowę do przodu i zamknęła oczy, starając się uspokoić swoje galopujące z emocji serce.
Chwilę później oprócz dźwięku silnika, który rozbrzmiewał przez cały czas odkąd ruszyli, rozległ się nieprzyjemny dla ucha odgłos wyginanego metalu. Gdy Marinette podniosła głowę, zdołała zauważyć policjantów, którzy złapali blondyna za ramiona. Adrien jednak nic sobie z tego nie robił i po prostu kręcił przez chwilę głową, aby rozluźnić kark. Spojrzała po swoje lewo i nie była zdziwiona widząc jak policjantka celuje z broni do jej partnera. Poczuła szarpnięcie i pojazd się zatrzymał, powodując ciszę. Dopiero, gdy odsunięto glocka od skroni blondyna, kierowca dostał znak by ruszyć. Do uszu kobiety docierały niewyraźne słowa, które miały swoje źródło w kokpicie, które teoretycznie było poza ich zasięgiem.
Marinette wcale nie zdziwiło wgłębienie w ścianie auta, które było na wysokości głowy Adriena. Spodziewała się tego, ponieważ odkąd tylko pamiętała, mężczyzna wyładowywał swoje emocje, zwłaszcza te negatywne, fizycznie. Miała jedynie obawy czy nie zrobi tego, na którymś z policjantów.
Adrien otworzył oczy i spojrzał przepraszająco na brunetkę, na co ona tylko pokręciła głową, posyłając mu zmęczony uśmiech. Nawet nie zauważyła, kiedy oczy zaczęły ją szczypać, a dłonie zaciskać w pięści.
Teraz to do niej docierało. Przegrali. Nawet wygrana z ich wieloletnim wrogiem nie ukoiła bólu i poczucia winy, które ciążyło jej od długich lat.
Zawiodła jako Biedronka i pociągnęła w dół także Czarnego Kota, który płacił za jej błędy.
Czuła jak piekielne jęzory zaczęły dotykać jej ciała, gdy sięgała dna.
Czuła jak w pełni pochłania ją bezkresna ciemność, niszcząc na swojej drodze jakiekolwiek dobro.